wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 6


Resztę dnia przesiedziałam w pokoju. Dzięki Bogu nikt nie przychodził do mojego pokoju. Była już 20;42. Ktoś zapukał, a już myślałam, że dadzą mi do końca dnia spokój. Poszłam otworzyć. To był Loueh.
- Co ? – zapytałam na wstępie.
- Chodź na kolacje.
- Nie. – odpowiedziałam obojętnie.
- No chodź.
- Nie jestem głodna. Nara – i już miałam zamknąć drzwi, ale zablokował je nogą.
- No czego ty jeszcze chcesz ?! – dzisiaj go po prostu nie rozumiałam.
- Powiedziałem, że masz przyjść na kolacje.
- A ja mam w dupie, to co powiedziałeś.
- A ja mam w dupie, to, że powiedziałaś, że masz w dupie, to co ja powiedziałem. – gdy to powiedział przewiesił mnie przez ramię, jak jakąś kurtkę, bluzę, czy cokolwiek.
- Puść mnie ! – zaczęłam wrzeszczeć.
- Nie.
- Za jakie grzechy ?!
- Ehhh, kotek. Nie marudź.
- Nie mów tak do mnie.
- Bo ?
- Bo Ci przyjebie !
- Ehee. Dobrze misiu. – postawił mnie na ziemię i posadził przy stole. Gdy do mnie mówił ‘’ kotek ‘’ albo ‘’ misiu ‘’ to się tak dziwnie czułam. Czułam coś, jakby … szczęście ? Emm… Nie wiem jak to opisać, ale czułam się dobrze. Czułam się … kochana ? Tak, to chyba dobre określenia. Czułam się szczęśliwa, kochana i czułam się dobrze. Ale czemu ? Co to za uczucie ? Boże, za co ? Nie rozumiem, czemu zawsze, gdy mam sama do siebie, jakieś pytania, to nigdy nie umiem na nie odpowiedzieć. One są takie, tajemnicze, na które nie ma odpowiedzi. Siedziałam tak i myślałam. Czułam na sobie czyjś wzrok. Podniosłam głowę i natknęłam się na jego oczy. Oczy pełne oceanu, morza, jeziora, rzek. Nigdy jeszcze nie widziałam TAKICH paczałek. One były zaczarowane. Wpatrywały się w moje. Nie umiałam od nich oderwać wzroku. Nagle zapadła ciemność. Nie wiem co się stało, nic nie czułam. Było wszędzie ciemno, nie było nikogo. Byłam sama. Po jakimś czasie ‘’ samotności  w ciemności ‘’ pojawiło się światło. Ale nie byłam już w kuchni, byłam w pokoju Louis’a. Co ja tu robiłam ? Nie wiem. On leżał obok mnie i chyba spał. Wstałam cicho. Trochę mi się zakręciło w głowie, ale to nic, szłam dalej. Otworzyłam drzwi i usłyszałam jego głos.
- Gdzie się wybierasz ?
- Do mnie do pokoju. A w ogóle, to co ja tu robiłam ?
- Zemdlałaś, jak się na mnie patrzałaś. – powiedział i do pokoju wpadł Niall.
- Nareszcie się obudziłaś. A ty – wskazał na Louis’a – nigdy się na nią nie patrz ! To źle na nią działa ! – krzyknął i wyszedł. Też chciałam wyjść, ale Loueh mnie zatrzymał. Złapał moją rękę i przyciągną mnie do siebie. Byłam bardzo blisko niego. Nasze usta prawie się stykały. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej i złączył je. Całował mnie, a ja oddawałam każdy pocałunek. Delikatnie muskał moje usta. Boże, jak on bosko całuje ! Odrywaliśmy się od siebie tylko po to, żeby nabrać powietrza. Pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne. Robiło się coraz bardziej gorąco. Swoimi rękoma zaczął jeździć po moim brzuchu i plecach. Ja moimi rękoma się zawiesiłam na jego szyi. Jednym szybkim ruchem ściągnął mi bluzkę. Usiadł na łóżku, a ja usiadłam na nim ukradkiem. Nadal się całowaliśmy. Nagle ktoś wszedł do pokoju.
- Louis, jak mogłeś ?! – nie widziałam osoby, ale mogę się założyć, że to był głos Emily. Gdy tylko usłyszałam jej słowa oderwałam się od niego, spojrzałam mu w oczy, założyłam bluzkę i wyszłam z jego pokoju. Emily w tym czasie gdzieś pobiegła, a Louis za nią. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam bluzę, telefon i słuchawki i wyszłam z domu.



______________________________________________________________
 Przepraszam miśki, że rozdział taki krótki. Ja ostatnio po prostu nie mam czasu na nic. :(