czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 5


Zostałam znowu sama z Emily sama w pokoju. Była bardzo dręcząca cisza. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi od pokoju. Gdy powiedziałam ‘’ proszę ‘’ drzwi się otworzyły. To był Louis. Usiadł obok Emily i ją pocałował w polik. Ona się na niego spojrzała i coś mu szepnęła, a ja wstałam i wyszłam z pokoju. On na pewno się w niej zakochał i będą razem szczęśliwi. I będzie ten głupi HAPPY END. A dla mnie będzie SAD END. Czasami się zastanawiam, czemu życie jest takie trudne ? Ale chyba nigdy nie znajdę na to odpowiedzi. Zeszłam na dół, ubrałam buty i bluzę i wyszłam bez słowa. Wędrowałam sobie po Londynie. Dzisiaj tu było tak smutno. Pomału zaczynało padać, ale ja i tak cały czas spacerowałam. Telefon mi dzwonił dosłownie do minutę. Wyłączyłam urządzenie i szłam dalej. Weszłam na most. Nie wiem co mną kierowało, weszłam na barierkę. Usiadłam na niej i się lekko wychyliłam. Prawie spadła, ale to nic. Auta za mną przejeżdżały, i nikt mnie nie zauważył. Innych po prostu nie obchodzi czyjeś życie. Ludzie nawet przechodzą obok mnie, co ja jestem nie widzialna ? Wygląda to tak, jakbym miała zaraz skoczyć, a oni przechodzą sobie obojętnie lub przejeżdżają. Ludzie są głupi, myślą tylko o sobie a na innych nawet nie spojrzą. To smutne. Smutne jest też to, że nikogo się nie obchodzi, że wszyscy udają, że im na tobie zależy, że jesteś dla nich ważna. A tak naprawdę to jesteś dla nich nikim. Jednym wielkim zerem. I jeszcze bez czelnie kłamią Ci w twarz ! Wmawiają różne bzdety i myślą, że im uwierzysz, że teraz już będzie dobrze. Ale i tak, zawsze jak zapytają ‘’ co u ciebie ? ‘’ ty im odpowiadasz ‘’ w porządku ‘’mimo, że tak nie jest. Mimo tego, że gorzej być by nie mogło. Nagle usłyszałam jakieś krzyki, za bardzo się nimi nie przejmowałam, ale głosy  brzmiały znajomo. Coś ludzie krzyczeli typu ‘’ nie rób tego, słyszysz ?! ‘’ albo ‘’ jesteś dla mnie ważna i nie chce cię stracić ‘’ gdy usłyszałam te słowa ‘’ jesteś dla mnie ważna …..’’’ to po prostu zdrętwiałam, znowu ktoś kogoś okłamywał. Jak tak można ?! Oni naprawdę myślą, że niektórzy są tacy głupi, żeby uwierzyć w coś takiego ?! Nie chciałam już słuchać tych krzyków, więc zeszłam z barierki i chciałam iśc dalej, gdy zobaczyłam ich. Ale co oni tu robili ? O Boże, przecież to ich głos słyszałam ! Ale do kogo oni krzyczeli ? Może do mnie, bo do kogo innego ? Może chociaż oni mnie zauważyli na tej barierce. Ale olałam ich, i szłam dalej. Zastanawiałam się kto krzyczał to, że jestem dla tego kogoś ważna i tak dalej. Ten głos, nie mogłam sobie przypomnieć kogo on był, ale był mi on bardzo znajomy. W pewnym momencie ktoś mnie pociągnął do tyłu. Obróciłam się i zobaczyłam Zayn’a.
- Oooo. Hey – powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Hey ? Kurde, jak ty możesz ?
- O co Ci chodzi ? – byłam bardzo zdziwiona jego zachowaniem.
- O co mi chodzi ?! Chciałaś skoczyć, i mi się pytasz o co chodzi ?! – zaczął  się na mnie wydzierać.
- Weź nie krzycz, pokrzyczysz w domu. Nie przy ludziach. A w ogóle to nie chciałam skoczyć.
- Dobra, dobra. Ja już wiem swoje. Do auta. – powiedział i gdy byliśmy przy aucie, kazał mi do niego wejść. Gdy weszliśmy samochód ruszył. Jechaliśmy w ciszy. Zapomniałam dodać , że w środku była reszta zespołu i Emily. Siedziała sobie wtulona w Louis’a. Teraz to dopiero ją znienawidziłam. Ale jestem ciekawa co się stało, bo była cała zapłakana. Jak dojechaliśmy do domu od razu poszłam do swojego pokoju i się w nim zamknęłam. Wyciągnęłam pamiętnik, wzięłam słuchawki do telefonu, puściłam muzykę i zaczęłam pisać.
                                                        Drogi pamiętniku !                             31.07.2013r.
Ehhh. Dzisiaj miałam a raczej jeszcze mam trudny dzień, a nawet bardzo trudny.
Niby się pogodziłam z Emily, to znaczy… ona myśli, że jej wybaczyłam ale tak naprawdę to jej nie wybaczyłam. I Harry dzisiaj mi się zapytał, jak to jest się ciąć, no i jak się domyślasz, już wiedzą, że się tne. I dzisiaj, jak byłam na spacerze to poszłam na most i sobie najnormalniej w świecie usiadłam na barierce, wyglądało to trochę tak, jakbym miała zaraz skończyć, ale nie chciał. No i nikt na mnie nie zwracał uwagi, gdy nie wiem jakim cudem, ukazali się oni ! Zaczęli coś tam krzyczeć i w ogóle. Ale nie rozumiem czemu. Jaki to miało sens ? Żaden. No właśnie żaden. I jeszcze jak mnie wzięli do samochodu i jechaliśmy do domu, to nasza ‘’ Kochana ‘’ Emily siedziała cała zapłakana ( nie wiem czemu ) i do tego wtulona w ‘’ swojego kochaniu siego ‘’ Louis’ka. Boże ! Ja tu nie wytrzymuje paru dni, a co dopiero nie wytrzymam całych wakacji ! Ja chce już wracać ! Szczerze, to wolę już chodzić do szkoły, niż być tutaj ! Ale jak na razie kończę. Może zajrzę do ciebie później.
Pa Pa ;X
Gdy skończyłam pisac odłożyłam pamiętnik na miejsce. Nadal słuchałam muzyki przez słuchawki. Położyłam się i zasnęłam. Gdy się obudziłam była godzina 16;31.‘’ Ehhh. Jeszcze nie całe pół dnia.’’ –Pomyślałam. Wstałam, odłożyłam słuchawki i podeszłam do lustra, zobaczyć jak wyglądam. Włosy rozchodziły mi się na wszystkie strony. Poszłam do łazienki i je poprawiłam, a potem wyszłam z pokoju. Poszłam do kuchni, gdzie na całe szczęście nikogo nie było. Wszyscy siedzieli na podwórku. Wzięłam wodę i poszłam powrotem do pokoju. Wzięłam moją ulubioną torbę…
 i spakowałam do niej słuchawki, pamiętnik, coś do pisania, laptopa, ładowarkę od telefonu i od laptopa, szczotkę do włosów i portfel, moje kosmetyki ( tusz do rzęs, eye liner czarny, czarna kredka do oczu, blyszczyk do ust ) i mój ulubiony dres. Moja torba jest bardzo pojemna, więc bardzo się z tego cieszę. Założyłam podarte, długie i czarne rurki, na to męska, za duża bluzka z Tiger’a i dużą, luźną bluzę. No i oczywiście miałam w kieszeni żyletki i chusteczki, jak inaczej. Pomalowałam się, ułożyłam włosy, wzięłam telefon do kieszeni i wyszłam po cichu z pokoju. Słyszałam jakieś śmiechy, wydawało mi się, że dochodzą z podwórka. Zeszłam na dół i gdy weszłam do salonu ( z którego się wychodziło z domu ) tam siedzieli wszyscy. Dziwnie się na mnie spojrzeli.
- Wybierasz się gdzieś ? – zapytał Harry.
- Idę do… koleżanki. – powiedziałam cicho.
- Do koleżanki, powiadasz ? – on jest jakiś dziwny.
- Takk…
- Ale nie pójdziesz.
- Bo ?
- Bo nie.
- Pójdę.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak i kurwa się ze mną nie kłóć.
- Miałaś nie przeklinać ! – wrzasnęła na mnie Emily.
- A ty miałaś się nie wpierdalać do mojego życia !
- Nie wpierdalam się !
-  Ha ! I widzisz ? Sama przeklinasz, a mi nie pozwalasz. Nara ! – krzyknęłam i już miałam wychodzić, gdy drzwi się same przede mną otworzyły. Louis właśnie wchodził.
- Nie wypuszczaj jej ! – Krzyknął Zayn, a Louis mnie złapał i ‘’ zaciągnął ‘’ na kanapę.
- Puść mnie debilu ! – zaczęłam krzyczeć. Wziął mnie sobie na kolana i patrzał się na mnie jakoś dziwnie.
- Najpierw mnie przeproś i daj buziii. – powiedział Louis.
- Po 1 za co mam cię przeprosić ? A po 2 buzi ? Serio ? W życiu !
- Po 1 za to, że mnie nazwałaś debilem. A po 2 to tak, serio. Ja chce buzi.
- Po 1 przepraszam.  A po 2 możesz sobie pomarzyć !
- Po 1 Spoko. Już mi przeszło. A po 2 to przecież wiem, że ty też tego chcesz.- i tym o to mnie zatkał. Że niby ja chce go pocałować ? Nie ! To znaczy tak, ale przy innych to nie ! I skąd on to niby wiedział ? Emily ! Zabije ją !
- Że ja co ?
- Że ty to. – i mnie pocałował. Na całe szczęście on mnie tylko cmoknął w usta, a ja mu dałam z liścia.
- Zapamiętaj sobie, że ja gdybym chciała kogoś pocałować, to sama bym to zrobiła, bez żadnych zahamowań. – powiedziałam, zeszłam z jego kolan i już miałam wychodzić, gdy ktoś mnie pociągnął.
- Nigdzie nie idziesz. Nie wiem co się z tobą dzieje, ale powiedz mi wszystko. Nie poznaję cię. Kiedyś byłaś o wiele inna. – już wiedziałam, że to Zayn. Nie wiedziałam co zrobić, powiedzieć mu prawdę, czy nie ? Ehhhh. Chyba będę musiała, ale ja nie chce, żeby on i ktokolwiek wiedział o mnie więcej niż zawsze. Nigdy nikt nie wiedział o mnie prawdy. Często mówili, że jestem zagadką. Pasowało mi to.
- Wiem, że pewnie nie chcesz mi  czegokolwiek mówić, ale musisz. To dla twojego dobra.
- Ile razy to słyszałam. ‘’ To dla twojego dobra ‘’. Jeszcze pamiętam jak to do mnie mówił.
- Kto tak do ciebie mówił ?
- A po co Ci to ?
- Dobra. Nie chcesz mówić, to nie. Ale ja chce Ci pomóc.
- On też chciał pomóc, ale zamiast pomóc to wszystko pogorszył.
- O kim ty mówisz ?
- Nie powiem.
- Miley, zaufaj mi.
- Nie umiem.
- Jak to nie umiesz ?
- Nie umiem ufać, kochać. Nic już nie umiem. A to wszystko przez niego.
- Czyli przez kogo ? – gdy o to zapytał, spojrzałam się tylko na Zayn’a i poszłam do pokoju, mijając go. Już po prostu nie wiem, co mam robić. Powiedzieć mu prawdę ? Po co ? I tak nikt mi nie pomorze. Nie umiem ufać i kochać. Co prawda, podobają mi się różni chłopacy, ale to nie jest kochanie kogoś. Szczerze ? To ja nie rozumiem ludzi, którzy nie umieją odróżnić słów ‘’ kocham ‘’ a ‘’ podoba mi się ‘’. Bo tak – Loueh mi się podoba, ale go nie kocham. Może i płakałam, bo Emily się z nim całowała, ale … ja go nie kocham i nigdy nie pokocham. To po prostu był jakiś taki odruch. Na pewno taki odruch, bo ja nie umiem kochać, ani ufać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz